Playlist Jelsa Love Story

środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 10 - Otwórz te drzwi !

Rozdział 10. Nie wiem czy ktoś tu jest, ale mam nadzieję, że się spodoba. Ostatnio  źle się ze wszystkim czuję i zastanawiam się czy nie zrobić sobie przerwy. Cała historia o Jelsie jest już zaplanowana, wystarczy to tylko przenieść na bloga, ale ostatnio marnie jakoś czytacie tą stronkę. Mam nadzieję, ze pod tym postem pojawią się jakieś miłe komentarze które mnie zmotywują i napełnią weną. =) Rozdział bardziej romantyczny, ale dopiero w następnych pojawi się akcja.


Godzina 5 rano, dwa poranione serca, w głuchej ciszy i ciemności krzyczą do siebie z tęsknoty. Obydwoje tak bardzo stęsknieni. Świtało, gdy Jack obudził się z  wielogodzinnego letargu. Wciąż trzymał w swoich dłoniach pamiętnik. Wstał i troskliwe włożył zeszyt do torby. Ubrał się szybko i wyszedł na śniadanie, mając nadzieję że zobaczy Elsę po drodze, ale nie miał tego szczęścia. Wchodząc spostrzegł Roszpunkę i Czkawkę, którzy rozmawiali o czymś zaciekle.
- O hej bałwanku ! Jak tam ? - Punzie wyglądała jakby miała co najmniej pęknąć za chwilę ze szczęścia, ale jemu wcale nie było do śmiechu. Nie odpowiadając nic koleżance obrał kierunek wiodący do stołu wychowanków Salazara. Po niezbyt obfitym śniadaniu udał się w stronę sali wróżbiarstwa. Nie miał ochoty widywać się z zwariowaną nauczycielką, która prawie zawsze w swojej kryształowej kuli widziała tylko śmierć. Oczywiście wróżba ta zawsze była kierowana do Jacka, ale może w tym jednym miała rację. Umierał powoli i boleśnie, z każdą minutą życie coraz bardziej go dobijało, wiedząc, że jest w zmowie z czasem, który odbiera mu wszystko na czym mu zależy, a mówiąc wszystko ma się na myśli Elsę. Ona była tym wszystkim. Później nie było też na wesoło. Po wróżbiarstwie miał zielarstwo, OPCM, transmutację i dwie godziny eliksirów. Na tych ostatnich nie mógł się skupić i nie robił odtrutki na ukąszenie zimnogada jak należy. Za karę mistrz eliksirów wlał mu veritaserum i wypytał o szczegóły jego dzisiejszego zdezorientowania.  Kiedy dowiedział się, że jego myśli kręcą się wokół Elsy, wkurzył się jeszcze bardziej, był na tyle złośliwy, że wlał mu odtrutkę i kazał mu sporządzić amortencję, mieszając jeszcze w tą karę Elsę.  W dodatku zagroził, że jeśli eliksir nie będzie przyrządzony odpowiednio, skutki błędu odczują na sobie. Jack wolał nie wchodzić z nim w gadki, bo nie miał cudnych wspomnień z tym płynem, choć z łatwością mógł go teraz zamrozić to nie zrobił tego.Martwił go tylko fakt, że przez cały dzień nie mógł znaleźć blondynki. Nie było jej na śniadaniu, obiedzie, ani na żadnej lekcji, w dodatku wpakował ją w karę daną od tego wrednego nietoperza. Miał też wyrzuty, że czytał pamiętnik swojej ukochanej i teraz chciał się go pozbyć jak najszybciej. Wchodząc do PW natknął się na Czkawkę i Flynna, którzy zmierzali do sypialni dziewcząt. Zaraz ? Co ? Zaciekawiony postanowił za nimi iść. Okazało się, że dotarli pod drzwi dormitorium Elsy, gdzie była już Anna, Roszpunka, Merida i Damien którzy walili pięściami w drzwi, wręcz błagając by wydała z siebie choćby jęk. Istotnie siedzieli już tu prawie godzinę i mimo starań, Elsa nie odezwała się, nie wydała nawet cholernego westchnienia. Nic.
- Co tu się dzieje ? - Jack wydawał się być na serio zdziwiony.
- Czekamy, aż ta blondi w końcu otworzy drzwi albo wyda z siebie jakikolwiek dźwięk. - Damien wyglądał na zdenerwowanego, a Jack wiedział, że on martwi się o nią w takim samym stopniu, co on.
- Może śpi ? - Miał nadzieję, że to co powiedział nie brzmiało głupio, ale chyba się przeliczył.
-  Śpi ? Myślisz, że na serio mogłaby spać, gdy my walimy w jej drzwi i drzemy się już od godziny ?
- No to może jej tam nie ma ?
- Jest - Anka odezwała się, a on mógł poczuć w jej głosie zdecydowanie i pewność i wiedział, że ona rzeczywiście musi być w środku.
- Każdy już próbował ją wyciągnąć, ale nie udało się to żadnemu z nas.- Roszpunka brzmiała jakby straciła wszelką nadzieję.
- Jack, może ty z nią porozmawiasz ?
- Ja ????- Szczerze wątpił, by chciała w ogóle go posłuchać, a co dopiero otworzyć drzwi. Ale przecież musiał coś zrobić. Sam chciał bardzo ją zobaczyć.
- No dobra, w sumie mogę spróbować, ale nie jestem pewny czy się uda.
Jak na komendę po słowach Jacka, wszyscy wybiegli, a gdy  ten sprawdził czy nikt z nich nie podsłuchuje, lekko zapukał w drzwi. Nic. Zero reakcji.
- Els, to ja. Jack. Wiem, że tam jesteś, dobrze wiesz, że nie odejdę stąd dopóki nie odpowiesz.
Elsa istotnie wiedziała, że Jack nie odpuści, nie mogła pozwolić na to by wciąż i wciąż tu siedział.
- Czego chcesz Jack ? Nie jestem w nastroju.
- A jednak ... odezwałaś się. Chcę porozmawiać.
- O czym ? - Jej głos był tak słaby, tak łamliwy.
- O wszystkim - Powoli zjechał na podłogę wzdłuż drzwi. Siedział teraz oparty plecami o drzwi do pokoju Elsy. Dokładnie w tym samym miejscu co ona.
- Czyli ?
- No wiesz, dlaczego nie było cię dziś na lekcji, dlaczego w ogóle mnie unikasz, dlaczego boisz sie mi zaufać, a co najważniejsze o nas.
- Jack, nie może być nas.
- Ja wciąż w to wierzę, że jednak się uda. A po za tym zmieniając temat. Zgubiłaś coś.
Jack pogrzebał chwilę w torbie po czym wyjął z niej zeszyt.
- Twój pamiętnik.
- Co ? - Elsa spytała i uchyliła drzwi na 2 cm.
- To. - Jack przełożył notatnik przez szparę.
- Dziękuję - Elsa zacisnęła palce na swoim pamiętniku.
- Spokojnie, nie czytałem. - Niebieskooki wiedział, że skłamał, ale musiał, bo gdyby powiedział, że czytał tych parę zdań, nie wybaczyłaby mu. Nigdy.
- Wierzę ci Jack.
- Śnieżynko, powiedz mi dlaczego ? Dlaczego tak bardzo się boisz spotkania ze mną ?
- Jack, ja nie mogę. Powiedz jaki jest w tym sens, kiedy nawet nie mogę cię dotknąć ?
- Ależ możesz, kto ci broni ?
- Nie mogę, Jack, Mrok zaczął już mnie gnębić koszmarami, stara się wedrzeć do mojego umysłu, a robiąc to powoduje specyficzne zmiany we mnie. Nie z wyglądu, ale z głębi. Mój dotyk może cię boleć. Może cie skrzywdzić.
Jack zauważył, że dziewczyna zrobiła jeszcze większą szparę, wystarczającą by widzieć kawałek pokoju. Zobaczył też jej dłoń leżącą na ziemi tuż przy drzwiach. Włożył tam rękę, by móc poczuć jej delikatną skórę. Elsa widząc, co chce on zrobić szybko ją zabrała.
- Elso, ufasz mi ?
- Tak.
- Więc nie bój się. Proszę zaufaj ten jeden raz, ja się nie boję. Zaufaj.
Zaufała. Powoli przysunęła rękę w stronę drzwi i wsadziła ją do połowy szczeliny. Jack widząc, że zaufała przysunął swoją i stało sie. Ich dłonie splotły się ze sobą tworząc koszyczek. Jack poczuł lekkie ukłucie bólu, ael nie zabrał ręki, wręcz przeciwnie, wzmocnił uścisk, a jego serce powoli zaczęło się odbudowywać.
- Jack, boli cię. Proszę pozwól mi...
- Nic mi nie jest śnieżynko. Nie rób mi tego znów. Zaufaj mi i uwierz. Els, nic mnie nie boli kiedy mogę cię czuć, kiedy wiem, że jesteś tak blisko. Działasz na mnie jak lek przeciwbólowy na każdy rodzaj bólu.
- Jack ...
- Ciii - Jack uciszył ją. - Ale chcę, żebyś wiedziała, że będę czekał. Tak długo jak będzie trzeba. Będę czekał, bo jesteś jedyną osobą na której mi zależy, jedyną najważniejszą, którą kocham. I wiedz, że ja wierze w nas i się nie poddam.
- Kocham cię Jack. Od zawsze i na zawsze. - Ścisnęła mocniej rękę Jacka, a kiedy on odwzajemnił uścisk, po jej policzku popłynęła łza, a usta wygięły się w uśmiechu. Te słowa, tak ważne, utwierdzały ją w przekonaniu, że jest tą jedyną i zawsze będzie.
Siedzieli jeszcze tak rozmawiając do wieczora, a potem Jack opowiedział przyjaciołom o tym zdarzeniu. Anka z wdzięczności przytuliła Jacka, bo teraz miała przynajmniej pewność , że Elsa żyje. Blondynka obiecała, że jutro już normalnie wstawi się na lekcjach, śniadaniu i  cały dzień będzie spędzać z nimi. Wiedzieli teraz, że tylko Jack jest wstanie dotrzeć do niej i do jej serca, tylko jego nie jest w stanie odtrącić.
Wieczorem dziewczyna napisała kilka słów do Jacka i wysłała przez małą sówkę.
Kiedy Jack wieczorem siedział i przeglądał księgę czarów,  w poszukiwaniu czegoś co mogłoby unicestwić Mroka, do jego okna zapukało coś małego. Otworzył je na oścież i wkroczyła do środka mała sówka wielkości piłki do siatkówki. ( u nas ). Zobaczył przywiązany liścik, odwinął go i dał zwierzątku się napić głaszcząc ją delikatnie. Liścik miał treść :


Wiem, że się nie poddasz, ja też nie zamierzam, ale wciąż nie wierzę, że cię to nie bolało, nie chcę żebyś cierpiał. Wierzę, że już za niedługo pokonamy Mroka, a wtedy będziemy już tylko my. Chciałabym cię mieć teraz tutaj przy sobie, bo moje łóżko jest jakoś dziwnie duże dla mnie samej, a moja poduszka nie spełnia dobrze swojego zadania, za to ty robisz za poduszkę idealnie. 
Już jutro się zobaczymy. 
KOCHAM CIĘ JACK :* <3 
  Elsa.


Czyli jednak wierzyła. Uśmiechnął się i położył liścik na stole. Teraz wiedział, że nic nie jest w stanie rozłączyć, ani zniszczyć ich miłości. Usiadł na parapecie, a sówka usiadła mu na ręce, dziobnęła  go pieszczotliwie w palec w geście podziękowania i wyfrunęła przez okno. Jack spojrzał na księżyc. Teraz dziękował mu, bo gdyby go nie obdarzył mocą, nigdy nie poznałby Elsy i nie miałby tego co ma teraz. Jego serce ułożyło się w całość, a jego miłości do Elsy przyglądały się gwiazdy na niebie i księżyc, stając się coraz jaśniejsze.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 9 - Myśli przelewane na papier...

Dzisiaj rozdział 9 :* Przyjemnego czytania. Wiem, że ten blog poszedł w zapomnienie zanim jeszcze się rozwinął, ale trudno, w każdym razie napiszę tą historię do końca. :(
2 Blog o Jelsie - http://jackielsaloveisneverending.blogspot.com
Pozdrawiam :* ( o ile ktoś tu jeszcze jest )



Szła korytarzem, a właściwie biegła. Elsa przemierzała wielkim sprintem lochy Hogwartu, bo i tak była już spóźniona jakieś dobre 5 min. Co było powodem jej nierozgraniczenia w czasie ? Jack. Wciąż myślała o swoim " przyjacielu " bo chłopakiem już jej nie był. Wpadła do sali i zaraz na poczekaniu była przy tablicy, a mistrz eliksirów nie wyglądał na zadowolonego. Po dobrych 15 minutach wydzierania się na nią, kazał jej iść do ławki i sporządzić idealny eliksir niewidzialności, choć dobrze wiedział, że Elsa bardzo dobrze się uczy, więc z pewnością uwarzy go jak należy i tym samym uniknie kary. Dziewczyna rzeczywiście przygotowała ciecz z dokładnością, ale mimo wszystko uważała, że idealny nie był, bo przy ważeniu go wlewała wszystkie składniki jak leci, a później z niedokładnością go zmieszała, ale udało jej się jakimś cudem. Po zerwaniu z Jackiem chodziła przygnębiona, mimo iż widywała go niemal codziennie to brakowało jej go tak bardzo. Z nim też nie było dobrze. Rozstanie z blondynką wiele go kosztowało, nie tylko siły i wytrzymałości co uniknięcia rozerwania serca na kawałki z tęsknoty. Nie miał pojęcia, że dziewczyna codziennie wyżywa się długopisem na papierze zapisując wszystkie jej rozterki. Elsa prowadziła pamiętnik. Nowy zeszyt miał już poklejone kartki z słonych łez blondynki, które codziennie się wylewały dając początek chwilowej uldze, która później znów była zastąpiona smutkiem. Codziennie się widywali, ale ostatnio zaczęło się zadawanie SUMÓW , więc dziewczyna nie miała czasu z nim rozmawiać, on za to spędzał swój czas na treningach, albo po prostu włócząc się bez sensu po szkole. Ale dziś miało być inaczej, miał z nią spędzić całe popołudnie i wieczór.
- Śnieżynko ! Jak się czujesz ?
- Mam być szczera Jack ? Okropnie. Trzeba się ciągle uczyć mam tego dość, a w dodatku nie trafiliśmy jeszcze na żaden ślad, gdzie może się ukrywać Mrok.
- To chyba dobrze nie ? Arendelle jest bezpieczne i ty też. Lepiej nie wywoływać wilka z lasu Elso. Cieszmy się na razie spokojem.
- Jack ! On zagraża całemu Hogwartowi, a ja mam się nie przejmować i tak po prostu bawić, kiedy on rośnie w siłę ?
- Nie miałem tego na myśli.
- Nie mogę tak Jack. Codziennie budzę się z krzykiem bo te koszmary nie dają mi spokoju.
- Koszmary ?
- Eee nie ważne - Elsa ugryzła się w język za późno, nie chciała by się dowiedział o tym, że co noc miewa koszmary, a zwłaszcza o tym co one przedstawiają.
- Els, to nie jest nic. Powiedz to może być ważne. Może Mrok coś już namierzył i zaczyna cię gnębić ?
- Nie, To tylko wymysł mojej wyobraźni.
- Proszę, dlaczego mi nie ufasz ? Przecież nikomu nie powiem z wyjątkiem strażników i dyrektora.
-Nie mogę Jack.
- Możesz ! Ale boisz się, boisz się wszystkiego ! Życie to nie bajka ! Musisz walczyć, nie możesz pozwolić by przejął twój umysł !!! A przynajmniej ja do tego nie dopuszczę !
- Nie krzycz na mnie !! Chcesz wiedzieć co mi się śni ??? Proszę bardzo ! Anka uwięziona, grób moich rodziców, pełno krwi, ciemne chmury i TY !!! TY i te twoje zimne zobojętniałe oczy, które patrzą z rządzą mordu na moją powolną, okropną śmierć !!!!
- Els, ja nie chciałem ... - Chłopak poczuł się okropnie. Ona cierpiała teraz to zauważył. Te koszmary na pewno nie są zbiegiem okoliczności. To Mrok. Coś wyczaił, coś musiał zrobić, no bo dlaczego nikt inny ich nie ma tylko akurat Elsa ? Ale nie pozwoli na to, nie może. - Przepraszam.
- Boję się Jack. Cholernie się boję i nie tylko o siebie.
Widząc, że Jack zbliżył się z zamiarem jej objęcia, wstała szybko. Nie mogła pozwolić na to by ją dotknął. Kilka dni temu Mikołaj był z wizytą u niej i powiedział, że nie może dotknąć Jacka pod żadnym warunkiem, bo teraz, gdy Mrok zaczyna ją gnębić i stara się wedrzeć do jej umysłu, jej dotyk może powodować mu ból. Jack nic o tym nie wiedział, nie mógł się dowiedzieć. To nie może tak być. Musi być silna. Wstała szybko i skierowała się ze łzami w oczach w kierunku zamku nawet na niego nie spoglądając. Nie miała po co, wiedziała, że on wie, że ona robi to tylko dlatego, że jej ciężko, ale z każdym dniem miał wrażenie, że traktuje go coraz oschlej, staje się niedostępna. Zacisnął pięści tak mocno, że po jego dłoni spłynęła mała strużka krwi. Mało go to obchodziło. Nawet było mu lepiej. Ból fizyczny maskował ten ból psychiczny, ten ból jego serca, które nie wytrzymywało już bez Elsy. Które powoli umierało z braku jej dotyku i miłości.
Wiedział, że nie ma już po co tu sam siedzieć. Wstał i jego wzrok spoczął na brązowym zeszycie. Podniósł go delikatnie z ziemi i spojrzał na okładkę. Drobne litery ustawiały się w imię jego miłości. Zrozumiał, że to musiał być pamiętnik Elsy. Schował zeszyt do torby i poprzysiągł sobie, że nie otworzy go i odda go właścicielce przy najbliższej okazji. Wracając pomyślał, że pójdzie pogadać z Czkawką. Jego kolega zawsze dobrze potrafił mu doradzić, a teraz po prostu potrzebował rozmowy.
Znalazł go przy wejściu na wieżę astronomiczną. Spojrzał. Wszystko zakrywała już poświata zachodzącego słońca, które ubarwiało niebo na jasno różowo.
- Czkawka !
- Jack ! Stary, matko nie gadamy już ze sobą tyle czasu. Mów co i jak ?
- Doskonale wiesz, przecież mówiliśmy już wam o tym.
- Wciąż Elsa ?
- Tak niestety, była jest i będzie.
- Kurde ja nie mam pojęcia co ci doradzić. Nie kochałem nigdy tak jak ty kochasz Elsę. Chłopie, zawalcz o nią. Pokaż jej to.
- Ona wie. W tym rzecz. Ona wie, że ja ją kocham ponad swoje własne życie. Chodzi o to, że nie mogę z  nią być, bo Mrok może się skapnąć.
- Przykro mi. Wiem ile obydwoje dla siebie znaczycie. Ale pomyśl. Jest sens ? Dlaczego by nie spróbować z kimś innym ?
- Ej nie chcesz chyba powiedzieć, że mam sobie znaleźć inną !
- Dlaczego nie ?
- Bo ja kocham Elsę. Zawsze ją kochałem, kocham i kochać będę. Na wieki. Cokolwiek by się stało, nigdy nie przestanę. Jest dla mnie najważniejsza. Jest wszystkim.
- W takim razie bądź cierpliwy, albo z nią o tym pogadaj.
- Próbowałem, ale ona unika rozmów na ten temat. Nie wiem, nie wiem co robić. Ale dzięki za rozmowę stary.
- Nie ma sprawy ! Już idziesz ?
- Taa mam jeszcze prace do odrobienia.
Tak na serio Niebieskooki nie miał żadnych szkolnych obowiązków. Po prostu teraz chciał zostać sam. Udał się w tym celu do dormitorium, nikt mu nie będzie przeszkadzał, bo Flynn jest zapewne z Roszpunką. Wchodząc, wyjął wszystkie rzeczy z torby i niedbale rzucił pamiętnik, na chwilę zapominając do kogo należy. Poszedł wziąć prysznic, a gdy wrócił coś ciągle nie dawało mu spokoju. Pamiętnik Elsy. Nie chciał być wścibski, ale jego żądza otworzenia i przeczytania wpisów była większa. Chwycił notatnik i opierając się o chłodną ścianę, otworzył na 1 stronie z notatką. Pismo było ładne i staranne, ale w niektórych miejscach atrament był jakby starty a wokoło niego wielka plama, jakby coś się wylało. W rzeczywistości była to plama z łez blondynki, ale skąd on mógł o tym wiedzieć ?Pierwszy wpis był następujący:

Drogi pamiętniku !

Ten dzień jest dla mnie taką udręką, wciąż go widzę przez swoimi oczami. Nie mogę zapomnieć. To za bardzo boli. Tyle razy walczyłam tylko po to by teraz przez tego czarnego gnoja miała stracić to co zyskałam. Jack. On jedyny jest tu teraz ważny. Bez niego mój umysł nie działa jak należy, moje serce się rwie, a oczy wylewają potok łez. Potrzebuję go. Jego dotyku, jego słów i jego głosu, jego ust i włosów. Po prostu całego jego. Moje życie teraz nie ma sensu. Jedyne co mnie trzyma przy życiu to ta mała iskierka nadziei, że jednak on o mnie nie zapomni i że będzie czekał. Wciąż kochał tak jak ja jego. Że jeśli ja umrę to on razem ze mną. Że będziemy jednak razem. Bo wszystko czego potrzebuję jest w nim. 

Nie było daty, ale tych parę słów sprawiło, że Jackowi złamało się serce. Reszta nie była już tak zapisana jak wcześniej, były tylko same cytaty:


" Miłość jest pierwszą wśród rzeczy nieśmiertelnych "
" Ona i on, niebo i grom "
" Dom woskowych słów, które topi czas "
" To ty jesteś moją pomyłką, ale najpiękniejszą jaką mogłam popełnić "
" Życie to ostry miecz na którym Bóg napisał : walcz, kocha, cierp "
" Nikt bliski nie puka do mych drzwi, bez ciebie jednego tak wiele jest złego " 


Ale jego wzrok przykuło coś innego tekst który był chyba najbardziej zamoczony ze wszystkich. :
  

Głęboko wierzyć, mądrze wątpić, dążyć do celu.
Uwierzyłam, zwątpiłam, dotarłam do celu, bo tak miało być.


To nie był koniec, lecz dopiero początek zupełnie innej drogi, na której krzyczał w myślach, że wciąż pamięta ! Że mimo dzielącego ich czasu pragnie iść właśnie z nią po tej ścieżce, Nie gubić się, nie ustawać, tylko spoglądać na drogowskazy, patrząc w tym samym kierunku co ona ! Milcząc krzyczał by na niego poczekała...

 LINK DO FILMIKU : https://www.youtube.com/watch?v=oVtWZ2Ah960

Malfoy - Jack 
Granger - Elsa 
( reszta bohaterów filmiku się nie liczy  nie brać pod uwagę obrazku ze ślubu  ważne są tylko wspomnienia i tekst między nimi ) 

Czuł, że w jego myśli wplątują się wspomnienia sprzed kilku dni, te słowa które wypowiedział, zadając jej tak niewyobrażalny ból. Nie wiedział czy powinien przeczytać tych parę linijek krótkich słów, układających się w bolesne zdania. Cieszył się, że nie było już więcej wpisów, bo chyba by oszalał ze tego bólu. Nie zauważył nawet, gdy na rozmyślaniach zeszła mu cała noc. Teraz wiedział. Nie raz już w swym długim 300 letnim życiu widział mnóstwo osób, które popełniało błędy za które później płacili samotnością. Weźmy na przykład jego rodziców. Kiedy jego matka zaszła w ciążę z Emmą, jego ojciec zapłacił najwyższą z cen. Odszedł nie wiedząc czemu, a Jack nie potrafił zrozumieć jego wyboru. Nie wiedział nawet po co są razem. Nie miał wówczas pojęcia co to miłość.  Dopiero Elsa mu to pokazała, a teraz czytając przemyślenia, które kłębiące się w jej głowie bezlitośnie przelewała na papier. Wiedział teraz, że zawalczy o nich, nie mógł popełnić tak wielkiego błędu jak inni ludzie. Nie zrezygnuje, nie może. Nie pozwoli na to by odeszła, zostając tylko wspomnieniem. 
Dziewczynie tym razem nie śniło się nic złego. Jej sny zajmował Jack i to co może się wydarzyć. Ale to był przyjemny sen. Pełen miłości i szczęścia. Nie miała nawet pojęcia, że to dzięki Jackowi tej nocy nie śnią się koszmary, że to przez to, że jego serce w tym momencie rozwala się na pół a sam chłopak płacze o 5 nad ranem, ona ma spokojne i dobre sny. Bo cokolwiek by nie zrobił, to zawsze będzie ją chronić. Jego ból przynosi jej bezpieczeństwo. Więc będzie ją ochraniał tyle razy ile będzie trzeba. Mimo tych cudownych rzeczy jakie tworzyły się podczas nocy w głowie blondynki obudziła się nad ranem cała mokra, a kropla z jej policzka popłynęła w tym samym momencie co łzy z oczu Jacka, dwie tak zimne krople przepełnione bólem i miłością spadły równocześnie na ziemię, dając początek echu  w ich dormitoriach.

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 8 - Miłość wszystko przetrwa...

Rozdział 8. Mam nadzieję, że się spodoba. Przepraszam, za to co się stało z Jelsą, ALE TO NIE JEST KONIEC ICH MIŁOŚCI !! Po prostu takie mam opowiadanie i jest o wiele ciekawsze. ( moim zdaniem ) Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło prawda ? Czekajcie bądźcie cierpliwi, a zobaczycie, że w dalszych rozdziałach będą na pewno jeszcze kiedyś razem. :*
Pamiętajcie o moim 2 blogu o Jelsie : http://jackielsaloveisneverending.blogspot.com
 Liczę na was na tym blogi u na drugim. Pozdrawiam :*


Jack nie widział się z Elsą przez kolejne 5 dni. Idąc do gabinetu dyrektora , wciąż myślami był przy niej. Tęsknił za nią. Bardzo. Doszedł do dużych drzwi. Zapukał i wszedł. Za biurkiem siedział obecny dyrektor Hogwartu z miną bardzo łagodną, ale jednocześnie smutną. Białowłosemu wydawało się, że jest czymś bardzo poruszony.
- Usiądź proszę.
Jack posłusznie usiadł, a starszy pan od razu przemówił.
- Jack, jak sam zapewne wiesz, Mrok powrócił, zabierając dwójkę uczniów z Hogwartu...
- Tak, ale oni są z nim w zmowie !!!
- Wiem chłopcze wiem. Niestety nie chodzi mu tylko i wyłącznie o przejęcie władzy nad naszą szkołą. On potrzebuje większej energii, większej mocy, wie doskonale, że sam nie da sobie rady z naszą ochroną.
- Ochroną ? Jaką ochroną ? - Zdziwienie chłopaka sięgało zenitu.
- Poprosiłem Ministerstwo o pomoc w ochronie Hogwartu, zwłaszcza teraz. Dementorzy obstawiają teraz każde wyjście ze szkoły. Nie radziłbym ci  próbować ucieczek, ani nic w tym stylu.
- Nie mam nawet zamiaru się stąd ruszać.
- to dobrze. Bardzo dobrze. Tak więc jak mówiłem Mrokowi potrzebna jest większa moc, a mając na myśli większą moc, mówię o jednym uczniu Hogwartu, którego trzeba pilnować i nie dopuścić do wyjścia choćby na błonia bez opieki.
- Kto to jest ?
- Elsa...
- COO !!!?? - Jack przeraził się nie na żarty. - Czego on od niej chce ???
- Spokojnie Jack, po kolei. Jak zapewne wiesz rodzina Elsy wywodzi się od bardzo potężnej rodziny czarodziei. Tak tak Elsa jest potężniejsza niż nam się wydaje, z łatwością pokonałaby sługusów Mroka, ale nie będzie w stanie pokonać jego samego. Z tego powodu, Mrok jej szuka. Wie doskonale, że jest ona jedyną osobą, która może przeszkodzić mu w dojściu do władzy. Ale nie w tym jest haczyk. Bardziej zależy mu na tym, by ona się do niego dołączyła, gdyby chciał ją zabić zrobiłby to już dawno, ma na to wystarczająco siły. Wiem, że panna Snow jest teraz bezpieczna na Biegunie, ale musi wrócić do Hogwartu. Fakt faktem tam jest bezpiecznie, ale tu jest jeszcze lepiej, a ja będę spokojniejszy.
- No dobrze, zawiadomię strażników o pana decyzji.
- Jack jest jeszcze coś. Ona ma namiar. Mrok wie gdzie jest bo ty jesteś z nią związany Jack. On wie, że jesteście razem, a ostatnio kiedy z nim walczyłeś musiał rzucić w ciebie jakimś zaklęciem. Chodzi o to, że ty Jack darzysz Elsę szczególnym uczuciem, a Mrok z tego powodu wie gdzie ona jest i ja wyczuwa. Jesteście jakby powiązani, ty i Mrok. Dlatego wiem, że proszę cię o wiele, ale chciałbym abyś zerwał z Elsą dla jej bezpieczeństwa.
- A-Ale jak to ?
- Jack, wiem, że będzie to ciężkie, ale przynajmniej na czas trwania wojny. Mrok nie odpuści. Zrobi wszystko, by panna Snow była z nim w jednej grupie.
- Właściwie dlaczego on się uwziął akurat na nią ?
- Mrok jak zapewne wiesz, jest strażnikiem jak ty, ale przeszedł na złą stronę. Ciemność nie zawsze musi być zła, czasem ludzie jej potrzebują, ale Mrokowi jego dar wyrwał się spod kontroli. Babcia Elsy była czarownicą potężną i wielką, a Mrok był w niej zakochany, ale gdy ta go odrzuciła poprzysiągł zemstę. Mimo wszystko on nie chce jej zranić, a wykorzystać. Ubzdurał sobie, że w pannie Snow drzemie kawałek duszy jej babci. Właściwie jest do niej bardzo podobna. Piękna, mądra, potężna, ale i niebezpieczna.
- Ja nie wiem czy będę w stanie to zrobić. Ona jest jedyną rzeczą na tym świecie za którą mógłbym oddać nawet życie.
- Wiem Jack, wiem. Ale posłuchaj mnie teraz. W życiu i w miłości nigdy nie ma Game Over, bo jest tylko Next Level, bo widzisz Jack jest na świecie taka miłość, która nie umiera mimo iż zakochani od siebie odejdą.
- Boję się panie dyrektorze, że ją stracę, dlatego tak bardzo chce by była bezpieczna.
- Jack chłopcze. Ona cię kocha i ja to widzę, dlatego będzie na ciebie czekać tyle ile trzeba.
- Zrobię to. Muszę. Dla niej, dla mnie, dla nas.
----------------------------
Elsa nie mogła uwierzyć. Wreszcie wróci do Hogwartu !! Wróci do przyjaciół i do Jacka !! Tak Jack. On był teraz najważniejszy. Nawet Anka spadła na 2 miejsce. Było jej przez to wstyd, że jej siostra stała się osobą drugą, ale nic nie mogła na to poradzić. Serce nie sługa tylko pan. Przy murach szkoły widziała czarne zakapturzone postacie. Wiedziała co się święci. Światu i szkole grozi niebezpieczeństwo. Dementorzy z Azkabanu. Jack pisał jej o nich w liście. Pisał również, że musi z nią porozmawiać, koniecznie.
Wchodząc przez drzwi do holu już zobaczyła czekającego na nią Jacka. Rzuciła wszystkie walizki, a po chwili była już przywarta całym swoim ciałem do chłopaka. Jack odwzajemnił uścisk mocno ja do siebie przyciągając. Tak bardzo za nim tęskniła. Za każdym skrawkiem jego. Wyswobodzając się z jego objęć,  na ślepo zaczęła go całować, choć dobrze, bo trafiła idealnie w usta chłopaka. Myśleli, że ta chwila nie ma końca. Minęła minuta, a Elsa czuła jakby to było najmniej godzina. Odklejając się od siebie, Elsa zauważyła smutną minę Jacka, w jego oczach nie było iskierek, a w niebieskich tęczówkach było tylko przygnębienie i smutek. Elsa zabrała wszystkie bagaże i ruszyła wraz z Jackiem do jej pokoju. po wypakowaniu wszystkich rzeczy, wrócili na WS z zamiarem przywitania się z przyjaciółmi i tak zeszło im do kolacji. Jack wiedział, że prędzej czy później musi powiedzieć jej o rozstaniu i w właśnie to sprawiało, że gdy widział śmiejącą się Elsę, która nie podejrzewała niczego jego serce krajało się na pół, a później na coraz mniejsze cząstki zostawiając na samym końcu tylko pył.
Chciał mieć to za sobą. Po kolacji poszli do jego pokoju, a Jack zaczął rozmowę unikając jej wzroku.
- Elso, ja muszę z tobą porozmawiać, poważnie.
- A no tak, pisałeś mi o tym w liście. Co to za sprawa ?
- Elsa ja tak bardzo cię przepraszam - Usłyszała wzdychnięcie, a później ciche zgrzytanie. Odwróciła się i spostrzegła, że Jack zamroził całą ścianę. Znała go i wiedziała, że działo się tak zawsze gdy się denerwował i bał. Podeszła do niego bliżej, spoglądając mu w oczy, które teraz były jakby za wodną szybą. Zdziwiło ją to. Czyżby on powstrzymywał łzy ?
- Elso ja nie chciałem, nigdy nie chciałem, by tak się stało. Ty i ja. Inne serca biją w nas, a jednak los nam ręce splata.
-Jack o czym ty mówisz ?
- Nie mogę zapomnieć tych chwil spędzonych z tobą. Ale jednak muszę to zrobić, bo tak trzeba. Nie możemy być razem.
Uderzyło ją to. Ale jak to ? To jedno zdanie, a wystarczyło by jej świat legł w gruzach.
- Nie mogę z tobą być Elso, bo Mrok i ja jesteśmy złączeni. Za każdym razem, gdy cię całuję, przytulam czy choćby dotykam on to wyczuwa i wie gdzie jesteś. Pragnie cię złapać i przemienić za sprawą koszmarów. Muszę to zrobić dla twojego bezpieczeństwa.
- Co ? N-Nie Jack błagam. Nie rób tego.
- Elso, gdybym chciał cię zostawić zostawiłbym cię już dawno, ale jesteś jedyną osobą na której mi zależy. Cholernie zależy. Kocham cię całym swoim sercem, ale to koniec. A przynajmniej koniec dopóki nie pokonamy Mroka. Elso nie płacz błagam. Nie zniosę twoich łez.
Blondynka w istocie płakała. Łzy lały się potokiem. Nie chciała tego, nie chciała. Mrok, to przez niego jej życie legło w gruzach, zanim jeszcze zaczęło się rozwijać. Zabił ją tym jednym wyznaniem. Pragnęła by był to jakiś głupi żart. Czuła się jakby  grała w jakieś kiepskiej komedii, nie śmiesznej w dodatku.
- Jack ja ...
- Cii - Położył jej palec na ustach. - Kocham cię pamiętaj o tym, ale dla twojego bezpieczeństwa musimy się tymczasowo rozstać.
- Obiecaj mi, że to rozstanie nie jest na zawsze. Obiecaj, bo inaczej  nie mam po co żyć.
- Obiecuję, przysięgam.
Przytulił ją. Mocno do siebie przyciągnął.
- Jack pozwól mi lepszą być i widzieć nas choćby przez łzy. - Odruchowo mocniej  się zbliżył, a spod jego powiek wypłynęła słona kropla. On płacze ? Tak płacze, bo traci dobrych kilka miesięcy cudownego życia.
- Tylko ty Elso potrafiłaś stopić moje serce zimne jak lód i pozwoliłaś by zamieszkała z nim miłość.
- Tak bo tylko ty byłeś pierwszą osobą którą pokochałam i ostatnią którą mogłabym przestać kochać.
Pocałował ją. Tak mocno i zachłannie. Nie chciał dopuścić, by ta chwila się skończyła, ale widział, że długo tak nie może bo Mrok się zorientuje. Odsunął się od nie, ale wciąż ją przytulał.
- Elso, będziemy rozmawiać, ale nie możemy się dotykać. Każdy musi uwierzyć, że znów jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Dobrze.
Ostatni raz tego dnia zatopiła się w jego ustach i ucieszyła się bo odwzajemnił jej pocałunek. Odsunęła się i ruszyła w kierunku wyjścia. Będąc u drzwi odwróciła się i zobaczyła całą ścianę pokrytą szronem, Jacka z spuszczoną głową i krople łez spływające bo jego policzkach.
Bolało ją to, że nawet nie próbował jej zatrzymać, ale wiedziała, że robił to dla jej bezpieczeństwa, tak miało być. Mimo wszystko nie wszystko jest takie złe. Przecież będą się widywać i rozmawiać codziennie. Przypomniała jej się ich pierwsza noc. Ta cudowna i niezapomniana. Szkoda tylko, że nie będą mogli czuć dotyku swych dłoni, czego teraz desperacko im brakowało. Jack zasnął z nadzieją, że ich miłość przetrwa te trudne chwile, a i sama Elsa miała też takie myśli.

piątek, 16 stycznia 2015

BARDZO WAŻNE !!!

WAŻNE !!!!!! Dzisiaj niestety brak rozdziału i za to was przepraszam. Ale tak jak postanowiłam tak zrobiłam i właśnie dziś wstawiłam 1 rozdział nowego opowiadania. Zrobiłam tak ponieważ miałam pewny problem z jednym i z drugim opowiadaniem, które łączyły się ze sobą tworząc jakieś dziwne przemyślenia, Tak więc by uporządkować wszystko dziś jest rozdział 2 opowiadania, JEST RÓWNIEŻ O JELSIE ! więcej informacji o nim na blogu 2. Rozdział 8 pojawi się jutro. Bardzo zależy mi na tym byście to przeczytali i zajrzeli na drugi blog, bo sądzę, że 2 też będzie super. Rozdziały i na 1 i na 2 będą dodawane codziennie lub co dwa dni. Mam nadzieję, że znajdziecie czas na czytanie dwóch blogów i liczę na komentarze. =)
Pozdrawiam i ściskam mroźnie :*
Link do 2 bloga :
http://jackielsaloveisneverending.blogspot.com


LICZĘ NA WAS KOCHANI :* :*

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 7 - Gdy dzielą ich kilometry...

Rozdział 8 =) nie jestem za bardzo z niego zadowolona. brak weny. Smutny dzień mam po prostu, mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Komentarze jak najbardziej mile widziane :* Po za tym dziś moje urodzinki, więc trochę bardziej  zdezorientowana jestem =)


Poranne promienie słońca wdzierały się przez zasłonięte firankami okna. Niedziela, miła, cudowna niedziela. Elsa otworzyła delikatnie oczy i spostrzegła, że jest wtulona w nagi tors chłopaka. Momentalnie przypomniała jej się noc. Te wszystkie uściski, pocałunki i przyspieszone bicie serca. Kochali się. Uśmiechnęła się i włożyła Jackowi za ucho niesforny kosmyk białych włosów. Pod wpływem jej dotyku Jack niespokojnie się poruszył, a chwilę później patrzył na nią swoimi niebieskimi oczami.
- Yyyy wybacz, nie chciałam cię obudzić.
- Nie szkodzi śnieżynko. Jeśli o mnie chodzi to możesz mnie tak budzić codziennie. - Jack przysunął się do niej i pocałował ją.
Elsie znów zrobiło się gorąco, ale nie przerwała pocałunku, tylko odwzajemniła go. Spojrzała na zegarek.
- No nie. 7 rano ? Czemu jest tak jasno o tak wczesnej porze ?
- Kochanie, może dlatego, że teraz jest coraz więcej dnia ? - Jack wyglądał na rozbawionego.
- Jack !!
- No już dobrze dobrze.
- Ale wiesz, dziś jest niedziela. Możemy zostać tu jak długo chcemy.
- Wiesz jakoś nie bardzo mi się śpieszy do wyjścia.
- Mi też jakoś nieszczególnie. - Elsa znów się w niego wtuliła. - Tu mi jest dobrze. Bardzo dobrze powiem nawet.
- Elso, co do tego co wczoraj się wydarzyło to...
- Jack. Ja nie żałuję.
- Ale...
- Cokolwiek powiesz, to wiedz, że to była najpiękniejsza noc w moim życiu.
- Jeszcze nie najpiękniejsza. Bo wiesz, kiedyś będzie taka noc, w której zaprowadzę cię tam gdzieś daleko, uklęknę i ....
- iii ? - Elsa zaczęła się lekko rumienić.
- I wtedy .... zacznę lizać ci buty !! :D
- JACK !!!! - Elsa nie wiedziała, czy płacze czy się śmieje. - To nie było śmieszne.
- Kochanie no już. Spokojnie. Keep calm. - Jack cmoknął ją w czoło.
Elsa strzeliła na niego focha.
- Ej no nie obrażaj mi się tu. - Pocałował ją w policzek, później w szyję i ramię. - Elso ?
- Mmmmm ?
- Musimy wezwać strażników. - I odsunął się od niej. - Ubierz się, czeka nas pogawędka.
--------------------------
Anka już od rana szalała i biegała po korytarzach. Cieszyła się bo wiedziała, że Jack i Elsa znów są razem.
- Hej Kristoff czyż to nie cudowne ? - Jej energia nie słabła.
- Taaaa bardzo ciekawe. - Znudzony blondyn na serio miał gdzieś to co się dzieje między białowłosym, a Elsą. Reszta też nie wyglądała na pochłoniętych. Wyglądało na to, że tylko Anka interesowała się życiem i losem swojej siostry, ale widząc ich miny w stylu " Daj już spokój to logiczne, że są razem :" odpuściła z fochem na twarzy.

Rebecca właśnie szła korytarzem, gdy zaczepili ją Will i Eric Morgan.
- Becky ! Widziałaś gdzieś Elsę ?
- Nie a co ?
- Nic szukamy jej od kilku godzin i nie możemy znaleźć.
- Właściwie to Will jej szuka - Eric uśmiechnął się do Rebeccki, a ona przyznała, że jest całkiem przystojny.
- No nie ważne kto. Ważne jest to gdzie ona jest. Damien też jej nie widział.
- Cóż ja nie wiem. Może poszukajcie jej w dormitorium.
 - Oks. Chodź Eric.
- Pa Becks.
- Cóż do zobaczenia. - Eric bardzo jej się spodobał. Ale nie może mu tego powiedzieć. Ledwo się znają.

- No to co ? - Jack ciągnął zażenowany. - Teraz ją zabierzecie, a co ja powiem nauczycielom ? Z resztą nic się jej przecież nie stało.
- Na razie Jack. Na razie. - North wiedział, że Elsa nie jest teraz bezpieczna w Hogwarcie, teraz gdy wrócił Mrok, a do tego wszystkiego jego szpieg pewnie teraz chodzi sobie jak gdyby nigdy nic po korytarzach szkoły.
- Jack, może oni mają rację. - Jack spojrzał na nią lekko zaskoczony.
- Na serio chcesz mnie tu zostawić ?
- Przecież dobrze wiesz, że nie chcę.
- Dobra Elso spakuj kilka rzeczy i wieczorem po ciebie przyjedziemy. - North wyglądał na zdecydowanego.
- No dobrze, ale przed tym powiadomię o tym resztę.
- Dobrze, ale musisz się uwinąć z tym przed wieczorem.
- Postaram się.
Po chwili ona i Jack szli już w kierunku WS.
- Elsa no nareszcie szukam cię już od rana.
- Will ?
- Miałabyś czas po południu ?
- Nie sądzę - Wciął się Jack.
- Nie wtykaj nosa tam gdzie nie trzeba !
Jack się wkurzył. Podłoga pokryła się lodem. Podrywa jego dziewczynę i jeszcze śmie mu mówić, aby się nie wtrącał ? Elsa rozdzieliła chłopaków zanim doszło między nimi do poważnej rozmowy w cztery oczy, chociaż lepiej by  było powiedzieć w cztery pięści.
- Tak mam czas, ale nie za dużo.
- Świetnie, spotkajmy się na błoniach.
- No dobra.
Elsa pociągnęła za rękaw Jacka, który wciąż piorunował wzrokiem Willa, ale czując delikatnie palce blondynki na swojej szacie uległ i odszedł zabierając ze sobą lód.
Resztę dnia spędzili na pakowaniu Elsy.
- O matko jest już 16 ! Miałam się spotkać z Willem !
- Elso ! Musisz ?
- Obiecałam, ze przyjdę, to zajmie tylko kilka minut.
- No dobrze poczekam na ciebie.- Cokolwiek co powiedział Jack, nie zrobił tego. Wiedział jaki Will potrafi być, więc chciał w razie czego zapobiec jakieś katastrofie. Ruszył dyskretnie za nią, tak by nie skapnęła się, że ją obserwuje.
- Elso nareszcie !
- Tak, ale Will nie mam za dużo czasu.
- Wiem wiem, chciałem ci tylko coś powiedzieć coś ważnego.
- Co takiego ?
- Coś do ciebie czuję, bardzo mi na tobie zależy, zakochałem się w tobie.
- Wybacz mi ale ja...
- Powiedz, przecież wiem, że ty też coś czujesz ! - Will złapał ją za nadgarstki i niebezpiecznie się zbliżył.
Jack obserwując to zza filaru był tak wkurzony, że miejsce, gdzie stał pokryło się lodem, ale nie ruszył się tylko siłą woli obserwował. Nagle ktoś go nadszedł od tyłu. Był to Damien. Chłopak, któremu Elsa też nie była obojętna, ale mimo wszystko lubił go, bo w żaden sposób nie próbował mu jej odebrać. Damien wyjaśnił mu, że z Willem coś jest nie tak i teraz razem czatowali, obserwując przebieg wydarzeń.
- Will NIE ! Jesteś bardzo ważny dla mnie, jesteś moim przyjacielem, ale ja kocham Jacka i nikogo więcej. Cokolwiek zrobisz nie będziesz w stanie zmienić mojej decyzji i moich uczuć !!
Nagle Will zacisnął dłonie tak mocno, że Elsa aż syknęła z bólu, a w jej oczach pojawiło się przerażenie bo Will miał całe czarne oczy. Spod blond włosów wystawał wredny uśmieszek.
- Jeszcze tego pożałujesz, że mnie odtrąciłaś !!
Jack już nie wytrzymał, wybiegł w kierunku Elsy, a Damien próbował znokautować blondyna.
Dziewczyna osunęła się po ścianie, delikatnie łapiąc się za nadgarstki. Białowłosy pomógł jej wstać i ukrył ją za plecami.  Will i Damien wciąż walczyli, kiedy nagle ktoś wyrzucił jakimś zaklęciem różdżkę z dłoni szatyna. Okazało się , ze to Laura. Jednym sprawnym ruchem pomogła wstać Willowi, gdy tuż za nimi pojawił się Mrok i rzucając w trójkę koszmarami zniknął wraz z przebiegłą Laurą i  Morganem.
Jack odwrócił się do Elsy i poczuł jak rzuca mu się na szyję cicho płacząc. Przytulił ją mocniej, głaszcząc ją po plecach.
- Damien ! - Blondynka zawołała chłopaka, wciąż tkwiąc w żelaznym uścisku Jacka. - Dziękuję !
- Nie ma sprawy ! - Damien miał opanowany głos, ale w środku czuł wielką pustkę i stratę widząc Elsę i Jacka takich szczęśliwych, bo tak naprawdę on kochał ją, od bardzo dawna, ale nigdy jej się do tego nie przyznał. Zrozumiał, ze nie zasługuje na kogoś takiego jak ona i odszedł pozwalając by ona była szczęśliwa. Ale z drugiej strony cieszył go fakt, że Elsa będzie miała ochronę i chłopaka, który kocha ją nad życie i nie pozwoli skrzywdzić. Mógł być o to spokojny, że nie stanie jej się krzywda, że będzie bezpieczna.  Odszedł pozostawiając ich samych.

Wieczorem Elsa razem ze strażnikami poleciała na Biegun, a Jack wymyślił historyjkę, że wróciła do Arendelle w pilnej sprawie i wróci dopiero za miesiąc.
Minęły jak na razie 2 tygodnie odkąd dziewczyna musiała być z dala od Hogwartu i codziennie siedzieć na Biegunie nawet nie wychodząc na zewnątrz. Właśnie czesała swoje włosy w jej pokoju ( bo Elsa nie raz już była na biegunie ) kiedy wleciała Ząbek mówiąc, ze North znów zwołał naradę. Z niechęcią skierowała się w stronę holu i weszła do obszernego pokoju. Koło kominka zobaczyła znajomą postać.
- Jack !!! - Podbiegła do niego i, gdy on tylko się odwrócił wpadła mu w ramiona.
- Els !! Tęskniłem śnieżynko.
- Ja za tobą też Jack, bardzo bardzo.
Jack opowiedział o tym co dzieje się w Hogwarcie i o tym, że ryzykując życiem podsłuchał rozmowę jednego z wspólników szalonej ślizgońskiej dwójki.
- Oni pragną tylko jednego. Śmierć Elsy.
- Co ? Niby dlaczego akurat mnie ?
- Bo tak się na ciebie uparli, z resztą pochodzisz z rodziny królewskiej i w tym jest jakaś luka. Pochodzisz z niesamowicie silnej rodziny czarodziei. Twoi przodkowie byli najpotężniejszymi czarodziejami tamtych czasów. Po za tym masz dodatkowo moc lodu. Gdyby cię mieli w swoim zespole mogłabyś zniszczyć wszystko.
- Nie dostaną jej ! Po moim trupie. - warknął Jack.
- Uważaj Jack na słowa, bo jeszcze wezmą je sobie do serca. - North odciął się.
-Elsa zostanie u nas jeszcze kilka tygodni, kiedy będzie już bezpiecznie wróci.
- Dobra w takim razie ja muszę już wracać i obgadać wszystko z dyrkiem. - Jack naprawdę nie chciał znów opuszczać Elsy, wariował, gdy nie było jej obok.
- Jack obiecaj mi, że szybko się odezwiesz.
- Obiecuję, kocham cię śnieżynko.
- Ja ciebie też Jack. - Chłopak pocałował ją lekko w usta, bo wiedział, że przy strażnikach nie mógł pozwolić sobie na nic więcej, choć miał wielką ochotę wpić się w jej wargi i nie puścić jej już nigdy więcej.
Pożegnał się z strażnikami i wyleciał przez okno.
Elsa miała tylko nadzieję, że znów szybko się zobaczą.  Teraz, gdy dzielą ich kilometry jej miłość tylko coraz bardziej rosła.

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 6 - Spisek i niebezpieczeństwo

Hej :* dziś 6 rozdzialik. Wczoraj miałam lekkie opóźnienie i nie byłam wstanie go wstawić. Przepraszam jeszcze raz za to. A teraz zapraszam do czytania :* ( komentarze mile widziane ) =) Dzisiaj rozdział  taki pełen nowych ciekawych rzeczy. A propos jutro mam urodziny =*** Może zrobilibyście mi prezent i wstawili parę komentarzy ? Będę bardziej zmotywowana =)


* Elsa *

Czuła, że to jest ten czas, że on właśnie nadszedł. Zamknęła powieki i ostatkami sił usłyszała głos swoich przyjaciół, Anny i Jacka, którzy walili w drzwi. Odpłynęła. Poczuła się nagle tak lekko. Zobaczyła tak jasne światło, że aż biło po oczach, a później jakąś postać, ale w tym świetle nie dostrzegła twarzy. Mimo wszystko nie bała się jej. Wręcz przeciwnie. Czuła teraz jakieś powiązanie z tą postacią.  Usłyszała głos, kobiecy głos, a w chwilę potem zobaczyła młodą, piękną dziewczynę. Jej uroda trochę ją zdziwiła, bo była niesamowicie podobna do jej mamy. Wyglądała na jakieś 26 lat.
- Nie bój się. - Kobieta przemówiła.
- Nie boję się - zaprzeczyła blondynka. - Ale kim ty jesteś i gdzie ja jestem ?
- Jesteś zawieszona między światami. - Kobieta miała spokojny, melodyjny głos.
- J... Jak to między światami ? - Elsa zdziwiona spytała, bo miała mętlik w głowie.
- Normalnie. Jesteś zawieszona między niebem, a ziemią.
- N...Nie rozumiem, przecież ja umarłam.
- Nie do końca. Byłam gotowa oddać życie by chłopak, którego tak bardzo kochasz mógł przeżyć. Z tego powodu masz możliwość wyboru.
- Wyboru ?
- Tak. Możesz wybrać czy chcesz iść do nieba, czy wrócić na ziemię.
Kobieta machnęła ręką, a oczom Elsy ukazał się jej własne dormitorium. Zobaczyła płaczącą Annę i resztę swoich przyjaciół oraz białowłosego chłopaka klęczącego nad czyimś ciałem. Zrozumiała, że to była ona. Podeszła do niego i kucnęła. Twarz miał całą czerwoną, oczy skierowane były na martwe ciało blondynki, a z nich bez przerwy lał się nieskończony potok łez.
- Masz możliwość. - Kobieta spojrzała na dziewczynę. - Możesz wrócić do życia, lub pójść ze mną.
- Ja ... nie mogę wrócić.
- Dlaczego ?
- On będzie bardziej szczęśliwy z kimś innym. Nie zasługuje na kogoś takiego jak on. - Elsa mówiąc to pokazywała na Jacka. - Kocham go i chcę by był szczęśliwy.
- Nie będzie szczęśliwy bez ciebie. Wsłuchaj się w głos jego serca.
Elsa wyciszyła się i po chwili usłyszała :  " Elso nie odchodź. Błagam zostań. Bez ciebie jestem nikim, bez ciebie moje życie nie ma sensu, jeśli teraz odejdziesz to ja razem z tobą. Kocham cię śnieżynko. Zostań jeśli kochasz. "
Ucichło. Dziewczyna zrozumiała. Ten głos, to był głos wydobywający się z klatki piersiowej chłopaka. Jego serce pragnęło by przy nim pozostała. By wróciła. Po jej policzku stoczyła się łza.
- Widzisz Elso to jeszcze nie pora, to nie twój czas. Zawróć. Masz  tyle jeszcze do przeżycia. Masz jeszcze tyle setek lat do przeżycia u boku chłopaka, który kocha cię do śmierci.
- Może masz rację, ale kim ty jesteś ?
- Znasz mnie doskonale.
Przypomniało jej się. Widziała ją na obrazie w zamku w Arendelle. Urodzona w 1950, Isabelle von Gilbert.
- Dlaczego czuję z tobą jakieś powiązanie ?
- To jeszcze nie twój czas kochanie. Zawsze będę z tobą, moja droga.
- B...Babcia ?
Kobieta delikatnie się uśmiechnęła i przytuliła Elsę do siebie.
- Dużo czasu ci to zajęło.
- Ale jakim cudem ? Przecież jesteś taka młoda.
- Umarłam w młodym wieku, przy porodzie twojej matki. Dlatego to jeszcze nie twoja pora. Zawróć, zanim stracisz możliwość, zanim stracisz miłość.
- Ja... - Nie dokończyła. Zobaczyła jak kobieta się oddala, a ona spada w przepaść.
----------------------------
Otworzyła oczy. Jack myślał, ze ze szczęścia najpewniej oszaleje, ale zaraz niestety przyszły pielęgniarki i wyrzuciły go ze skrzydła, nie pozwalając z powrotem wejść do środka. Pobiegł ile sił w nogach, by wszystkim opowiedzieć o tym, ze Elsa się przebudziła i że żyje. Anka nie mogła w to uwierzyć. Oczywiście Jack opowiedział o tym, że zabraniają tam komukolwiek wchodzić, ale Anka wyglądała tak, jakby była gotowa wyważyć drzwi jednym kopniakiem i bez żadnych konsekwencji zobaczyć się z siostrą.
- Nie obchodzi mnie to, że nie pozwalają ! To moja siostra! - Anka darła się ile mogła. Słychać ją było chyba nawet w Hogsmeade.
- Uspokój się ! - Jack zdenerwowany fuknął na Ankę.
- Nie nie uspokoję się ! - Warknęła.
- Nie tylko do ciebie ona jest ważna ! Ona jest całym moim życiem ! - Po tym wyznaniu Jack wyszedł trzaskając przy tym drzwiami.
Po długich 2 tygodniach, w drzwiach WS stanęła Elsa. Cała zdrowa i tak bardzo tęskniąca ta wszystkimi.
Na śniadaniu było paru uczniów Hufflepuffu, Ravenclowu i Slytherinu. Gryffindor siedział w całej okazałości, oprócz Meridy i Anny. Nie było również reszty jej przyjaciół.
Wszyscy skierowali wzrok na Elsę. Jack jadł właśnie śniadanie, przyglądając się swojemu marnemu odbiciu w lśniącym talerzu, gdy usłyszał wielki szum i mnóstwo szeptów.
Zaciekawiony podniósł wzrok i w jego oczach zapłonęły ogniki. Wstał i wybiegł na przeciw blondynki, by upewnić się, że z powodu tęsknoty nie ma halucynacji.
Dziewczyna widząc, białowłosego uśmiechnęła się delikatnie,  a jej policzki zapłonęły czerwienią, tak jak zawsze, gdy w pobliżu był Jack. Chłopak już wiedział, że Elsa naprawdę stoi w drzwiach i się uśmiecha i to, że to nie jest wymysł jego umysłu. Nie mógł już dłużej się tylko w nią wpatrywać. W jednej sekundzie do niej podbiegł, przyciągnął ją do siebie i wtulił swoją twarz w jej delikatne, puszyste włosy. Nie przejmował się tym, że patrzy na to pół Hogwartu i nauczyciele. Liczyło się dla niego tylko to, że ma ją przy sobie, tuli ją do siebie i znów słyszy tak głośnie i tak piękne bicie jej serca. Elsa się nie wyrywała, nie miała zamiaru. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się w niego mocniej, czując ciepło jego ciała. Ale spróbowała się lekko oderwać. Podniosła na niego wzrok i zatopiła się w jego niebieskich tęczówkach. pełnych tak wielkiej miłości do niej.
- Elso ... - szepnął Jack wciąż nie wypuszczając jej z objęć.
Elsa położyła mu palec na ustach i przysunęła się do niego bliżej, o ile w ogóle jest to możliwe i wtopiła się jednym ruchem w jego wargi wplatając swoje palce w jego włosy. Nie obchodziło jej to, że Jack wygląda jak 7 nieszczęść. Dla niej wciąż był najprzystojniejszym chłopakiem na świcie, którego kochała całym sercem.
Pozwolił jej na to, a po chwili sam zaczął oddawać jej pocałunki z całą mocą coraz namiętniej ją całując. Stali tak na wejściu, a nauczyciele nie mieli pojęcia co zrobić i co powiedzieć.
Delikatnie się od siebie odkleili, wciąż stykając się nosami.
- Myślałem, że już cię straciłem.
- Nie Jack ... wróciłam, wróciłam dla ciebie, dla nas.
- Błagam cię, niech tak zostanie już na wieki. Nie zostawiaj mnie znów.
- Nie zostawię, przysięgam. Kocham cię Jack.
- Ja ciebie też śnieżynko. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Przypomnieli sobie, gdzie są i co robią. Odskoczyli i wtem wyrosły przed nimi Anka, Merida i Roszpunka.
Rzuciły się Elsie na szyję tak mocno, że wydawało się, że Elsa za chwilę znów wyląduje w skrzydle szpitalnym. Ale teraz dziewczyna zrozumiała, że powrót na ziemię był najlepszą decyzją jaką kiedykolwiek mogła podjąć.
---------------------------
Powoli zbliżały się urodziny Jacka. Z tej okazji postanowiono, że w pokoju wspólnym ślizgonów odbędzie się specjalna impreza. Oczywiście co jak co, ale Jack imprezy nie mógł odmówić. Zaproszono kilku wybranych znajomych spośród domów, ale problem był w tym, że w tej dyskotece mogli brać udział wszyscy wychowankowie domu Salazara, oczywiście w odpowiednim przedziale wiekowym, a to oznaczało, że Rebecca i Laura też tam będą. Elsa nie bardzo chciała widywać się z nimi.
- Hej moja ty mała śnieżynko.
- Cześć Jack - Elsa jakoś nie była w nastroju.
- Co się stało ?
- Po prostu obiecaj mi coś.
- Co tylko sobie zażyczysz.
- Chcę byś obiecał mi, że mnie nigdy więcej nie zranisz dobrze ?
- Przysięgam. Jeśli jeszcze raz to zrobię, wtedy się chyba zabiję.
- o nie nie zrobisz tego !
- Dlaczego by nie ?
- Dlatego ... - Elsa połączyła ich usta w namiętnym tańcu.
- Mmmm.... Masz rację jeśli tak się sprawy mają to nie, nie zabije się.
- No i tak lepiej bałwanku.
- Osz ty ! Chodź tu ! - Złapał ją i zaczął łaskotać, a Elsa śmiała się i nie zamierzała przestać.
- Kocham się Els.
- Ja ciebie też.
- Wiesz jest już późno. Powinniśmy się przygotować na imprezę.
- Tak w takim razie do zobaczenia.- Dostał cmoka w policzek i Elsa zniknęła w swoim pokoju.
Jack postanowi ubrać po prostu jeansy i białą koszulkę.
Elsa natomiast przymierzała milion sukienek. Nie miała pojęcia dlaczego, ale szczególnie dziś chciała się spodobać Jackowi. Ubrała Biało niebieską sukienkę, białe wiązane buty na koturnie, włosy wyprostowała, do tego założyła łańcuszek od Jacka, kolczyki i bransoletkę. Usta podkreśliła bladym błyszczykiem i była gotowa.
Jack był pod jej wrażeniem, zatopił się w jej ustach, które teraz przybrały smak truskawek.
Impreza się rozkręciła, no i oczywiście nie zabrakło alkoholu, ale na razie nikt nie był pijany.
- Jack !
- Rebecca ? Czego chcesz ? - Jack nie ukrywał niechęci do niej. - Znów mi coś wlejesz ?
- Nie, chciałam przeprosić. Wiem, że źle zrobiłam, ale po prostu mi się podobasz.
- Hmmm... Rebeccko jesteś ładna, ale doskonale wiesz o tym, że ja kocham tylko i wyłącznie Elsę i tak już zostanie, nie zmienisz tego.
- Tak wiem, ale nie mówiłam, że cię kocham, tylko, że mi się podobasz.
- No to co ? Przyjaciele ?
- T...Tak jasne.
- To świetnie. A właściwie co cię nakłoniło do zmiany towarzystwa ?
- No po prostu mam wyrzuty sumienia. Nie chciałam, by przeze mnie coś takiego się stało. Ale Jack muszę cię ostrzec ... w Hogwarcie jest planowany jakiś spisek.
- Spisek ? Na kogo ?
- Elsa ...
- Nie pozwolę nikomu jej tknąć !!
- Tak wiem, nie wiem tylko kto i co planuje, ale wiem, że Elsa jest w niebezpieczeństwie.
- Dzięki za informacje.
- A Jack !
- Tak ?
- Wszystkiego najlepszego.
- Dziękuję - Jack uśmiechnął się i skierował się w stronę Elsy.
- Co chciała ?!
- Spokojnie. Chciała przeprosić.
- Taaa jasne. Nie widzisz, że na ciebie leci ?
- Elso na ciebie tez leci wielu, ale czy robię ci z tego wyrzuty ? Nie. Bo ci ufam. Więc nie przejmuj się tym tak bardzo, bo wiesz, że to ty jesteś tą pierwszą i ostatnią. Tą jedyną.
- Może masz rację. Ale kocham cię Jack i nie chcę cię stracić.
- Nie stracisz. Obiecuję.
- Jack ? Mam dla ciebie prezent.
- Elso później mi go dasz. Teraz muszę z tobą poważnie pogadać.
- Coś się stało ?
- Tak, coś w tym stylu. Wezwijmy strażników.
- Dobra, chodźmy do mnie. - Elsa pociągnęła go za ramię i znikli na schodach prowadzących do dormitoriów. Chwilę później Elsa zobaczyła strażników, a gdy już dali jej swój wykład na temat tego, jaki to ona głupi sposób wymyśliła, przytulili ją i wysłuchali Jacka.
- Sądzisz, że to Mrok ?
- Nie wiadomo, może to ktoś kto z nim współpracuje. W każdym razie ten szpieg jest w Hogwarcie, ale na razie nie wiemy jeszcze kto.
- Cóż na razie wiemy tylko, że Elsa jest w niebezpieczeństwie. Może któreś z was poszłoby odwiedzić Arendelle ? Upewnić się czy wszystko ok.
- Ja to zrobię! - Ząbek zgłosiła się.
- Wspaniale ! W takim razie trzymajcie się, ale gdyby były jakieś ataki lub podejrzliwe zachowania, to zabierzemy Elsę do siebie. - North mówił całkiem poważnie.
- Ejj ! A ja ? - Jack nie chciał zostać w tyle. - Co ze mną ?
- Ty ? Ty tu zostaniesz i będziesz trzymał wszystko pod kontrolą, a po za tym nauka Jack ! Nie zamierzam zabierać tak pilnego ucznia. - Strażnicy wybuchli śmiechem, aż Elsa zaczęła się obawiać o ich psychikę.
- Baaardzo śmieszne - Fuknął Jack - Jak ja mam wytrzymać bez mojej śnieżynki ?
- Jakoś sobie poradzisz. Ale póki co jej nie zabieramy więc nie kłóć się już bałwanku.
Jack wystawił im język, ale potem się uśmiechnął. Kiedy strażnicy odjechali w saniach, było już grubo po 23. Jack jakoś nie bardzo chciał wracać na imprezę, ale w porę się skapnął, że już się chyba skończyła, bo nie było słychać muzyki. Wcześniej tego nie zauważył.
--------------------------------
Następnego dnia, każdy był wymęczony, ale była sobota więc prawie nikt z 6 klas nie przyszedł na śniadanie. Elsa przeciągnęła się w łóżku. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Gdy strażnicy odeszli, zastali sami w pokoju. Dwa słowa " kocham cię " i już namiętnie się całowali, ale do niczego nie doszło pomiędzy nimi, bo Jack obwieścił, że jest zmęczony, zaraz po tym jak dostał prezent od Elsy, a właściwie był to zegarek w diamencikami. Tak naprawdę to Jack bał się tego co mogłoby się stać, ale nie chciał tego pokazać przy Elsie. Bał się. Ale czego  ? Sam nie wiedział. Wiedział, że coś nie pozwalało mu bardziej zbliżyć się do Elsy.
Najpierw Jack poszedł potrenować, potem wrócił do zamku i odrobił pracę z OPCM, a następnie poszedł na błonia chwilę pospacerować i przemyśleć pewne rzeczy. Zajęło mu to cały dzień i w porę spostrzegł, że już jest dosyć późno. 18 no tak kolacja.
- Jack Jack !! No nareszcie ! Cały dzień cię szukam.
- Elso kochanie. Aż cały dzień ? Naprawdę ci na mnie aż tak zależy ?
- Głupek ! Oczywiście, że zależy !!
- Nie krzycz na mnie proszę - Jack zrobił oczy typu Puszka z Shreka :P
- Nie krzyczę i schowaj te paczadła kotku bo ci wypadną, a ze ślepym nie jest fajnie chodzić.
- No dobra ! - Jack momentalnie spoważniał. - Co panno Elso sprowadza cię w te strony ? Jakaś nowa przygoda ? A może przeznaczenie ?
- Jack !! - Elsa wybuchła śmiechem, bo chłopak wyglądał wręcz komicznie - Już przestań.
- Dobra dobra.
Szli tak trzymając się za ręce, aż Jack zaczął rozmowę.
- Elso, dlaczego akurat ja ?
-Ale co ty ?
- Dlaczego wybrałaś akurat mnie ? Nie zasługuję na ciebie.
- Zasługujesz Jack. - Elsa stanęła przed nim. - Zasługujesz jak nikt inny.
- Nie Elso. Nie zasługuję. Niszczę wszystko czego się tknę. Nie raz cię już zraniłem. Jestem śmieciem i gnojkiem i ...
Elsa wiedziała, że Jack nie przestanie, a nie chciała słuchać tych głupot. Wiedziała co zrobić by Jack się zamknął. Znów wypróbowała sposób, który zawsze się sprawdzał.
Przysunęła się do niego i pocałowała. Jack był lekko zdziwiony, ale oddał pocałunek ujmując jej twarz w swoje dłonie. Nagle niebo pociemniało i dało się słyszeć czyiś bezlitosny śmiech.
Mrok, na błoniach pojawił się Mrok. Ubrany w czarne szaty, miał swój jadowity uśmiech. Nagle zamachnął się na Elsę i wystrzelił ku niej snop koszmarów. Jack w porę zdążył ją odepchnąć, ale sam na tym ucierpiał.
A potem Mrok znikł tak szybko jak się pojawił.
- Jack ! Jack ! O Boże nic ci nie jest ?
- N-Nie jest ok.
- Chodź do skrzydła szpitalnego.
- Elso nie, nie trzeba, - Spojrzała na niego jakby jej oznajmił, że nagle jest gejem.
- Co ty opowiadasz ?! To trzeba opatrzyć.
- Elso uspokój się i spójrz na ramię a zobaczysz, że wszystko jest ok.
Elsa posłusznie podwinęła rękaw mundurka i bluzy i rzeczywiście śladu po ranie nie było.
- Ale jak to możliwe ?
- Strażnicy mają inaczej, u nas rany szybko się goją, a to było tylko draśniecie.
- No dobrze.
Jack podniósł się i ruszyli ku zamkowi. Umówili się, że jeszcze przed pójściem spać, zaproszą Punzie, Czkawkę, Meridę i resztę na wspólny wieczór.
Cała grupka zebrała się w pokoju Elsy.
- No to co robimy ? - Zagaiła Anka - O wiem, zagramy w butelkę, co wy na to ?
- Super !! - Punzie szczerze się ucieszyła. Lubiła tę grę, oczywiście w normalnym stopniu.
- No ok.
- Jack zaczynaj !
- OK. - Jack zakręcił i wypadło na Meridę.
- Prawda czy wyzw...
- Wyzwanie !! - Merida była tak szybka, że Jack spojrzał na nią jak na wariatkę.
- No ok w takim razie ...  O wiem ! Pocałuj chłopaka z tego pokoju, który najbardziej ci się podoba.
Merida bez wahania wstała, podeszła do Czkawki i po chwili się całowali.
Następnie wypadło na Ankę.
- Prawda ! - Anka odkąd zagrali w butelkę ostatnio wolała prawdę, bo wcześniej musiała zatańczyć z samej bieliźnie i od tej pory ma dość wyzwań.
- Co sądzisz o Krisoffie ?
- Jest słodki. miły. kochany. przystojny ....
- Dobra dobra skończ !
I tak bawili się jeszcze 2 godziny, a później wszyscy się rozeszli, wszyscy prócz Jacka i Elsy.
- Kochanie co ci jest ?
- Nic po prostu, dzisiaj ten incydent z Mrokiem i w ogóle.
- Wiem, ale nie martw się przy mnie jesteś bezpieczna. Kocham cię i cokolwiek by się stało, ja zawsze by tobie będę.
Znów złączyli swoje usta. Ich pocałunki stawały się coraz gorętsze, coraz bardziej namiętniejsze.
Jack zaczął oddawać pocałunki z całą swą siłą. Wsunął delikatnie język i pogłębił pieszczotę.
Elsa zaczęła przeczesywać włosy Jacka. Dłonie białowłosego powędrowały pod materiał jej bluzki i delikatnie ją z niej ściągnął. Tak samo było z resztą ubrań. Jack położył Elsę na łóżku wciąż nie przerywając jej całować. Przeniósł swe usta na jej szyję, a z gardła blondynki można było usłyszeć ciche pomruki. Ich dłonie były wszędzie, tak jakby chcieli zapamiętać każdy skrawek swoich ciał. Jack spojrzał dziewczynie w oczy.
- Elso... ty ty jesteś pewna, że tego chcesz ? Nie chcę żebyśmy zrobili coś czego później możemy żałować.
- Kocham cię i ufam ci Jack. Podniosła się i znów go pocałowała. Jack już był pewny, że ona wie czego chce. Nie śpieszyli się, nie mieli po co. Ważne było to, że są razem w tej cudownej chwili.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 5 - Nie mógł jej stracić. Nie mógł.

Hejo :*  5 rozdzialik jak obiecałam =* 6 już w drodze =) troszkę się pogmatwało między Jelsą, ale w końcu się wyrówna, cierpliwości =) Rozdział trochę mi zajął i jest nieco dramatyczny, ale mam nadzieję, że się spodoba.
 Buziaki =**


 Od balu minęło 2 tygodnie. Roszpunka i Flynn ostatnio się trochę pokłócili i teraz jak mąż z żoną wieczne spory toczyli. Merida i Czkawka, postanowili dać sobie szansę i zaczęli się spotykać. Anna z Kristoffem, no cóż o nich nie trzeba wiele mówić, u nich sytuacja stała w miejscu, byli parą i jak zwykle w wszystkim się zgadzali. A Jack i Elsa ? Cóż oni byli szczęśliwi i cieszyli się, że są razem.
Właśnie zaczęły się eliminacje do drużyny ślizgonów i już za niedługo miały zacząć się mecze Quidditcha.
Jack ostro trenował, mimo iż był kapitanem drużyny chciał być w formie. Po następnym ostrym treningu skierował się do szatni i zaczął przebierać się w czyste ciuchy, wcześniej piorąc prysznic. Właśnie zakładał swoją ulubioną bluzę (w której nie często chodził, ale dziś był taki wyjątek ) na swój umięśniony, płaski brzuch, gdy przypomniał sobie, że ostatnio zaniedbuje Elsę poprzez te treningi. To była prawda. Widywali się tylko na lekcjach, a później Jack leciał na boisko i trenował. Elsa oczywiście była rozsądna i rozumiała go, ale czuła się odrzucona i samotna. Po za tym wszystkim znów zaczęła być zazdrosna. Ale o co ? Przecież jest z Jackiem i nic się nie dzieje. Ale Jack nie trenował zawsze sam. Często razem z nim na boisku była Rebecca, która pomagała Jackowi w treningach, by ten na meczu mógł jak najszybciej złapać znicza.
Cóż, tak więc niebieskooki  większość swojego czasu spędzał z dziewczyną, która tyle razy wchodziła między niego, a blondynkę, ale musiał przyznać, że w jej  towarzystwie czuł się trochę inaczej, niż przy Elsie. Ale czując, że od tylu myśli rozbolała go głowa, przestał się tym przejmować i o tym rozmyślać.
---------------------------------
W dniu, w którym miała być oficjalnie wybrana tegoroczna drużyna domu salazara, zjawił się na boisku także Will. Jack nie był z tego powodu zadowolony, bo tamten wciąż przystawiał się do Elsy i nie zniechęcały go mordercze pociski, które wypuszczane z oczu Jacka, mogłyby go kiedyś zabić.
Koniec końców Will został bramkarzem i nie było sprzeciwów, bo Morgan na serio był dobry. Jeszcze jeden powód by go nie znosić. Ma konkurencję, ale grali w tej samej drużynie, musieli współpracować.

Elsa szła do WS, a po drodze mijała mnóstwo uczniów z serpentynami koloru swoich domów. Dlaczego ?
Właśnie dziś miał się odbyć pierwszy mecz Quidditcha  w sezonie. Slytherin kontra Ravenclow. Dziewczyna wchodząc, zobaczyła Punzie i Flynna, którzy tym razem spierali się o to kto wygra dzisiejszy mecz. Niebieskooka nie miała ochoty na wdawanie się w kłótnie, bo wiedziała, że Roszpunka nie da jej spokoju dopóki nie poprze jej strony. Ale musiała wejść bo przy stole siedział Jack, na szczęście sam. Podeszła do niego i siadając obok niego, spojrzała na jego twarz.
Był wymęczony. Obojętny wzrok i wory pod oczami wskazywały na nieprzespaną noc. W istocie tak było. Jack nie spał. Całą noc myślał  Elsie i Rebecce. One obie były tak inne, tak się różniły, ale nie chciał wybierać.
- Hej ! Dobrze się czujesz ? - Elsa wyglądała na zmartwioną stanem chłopaka.
- Nie bardzo. Nie spałem całą noc.
- To co ty robiłeś ??? Ehh Jack zjedz coś chociaż.
- Nie wiem czy jestem głodny.
- Jack !! Ten mecz będzie wyjątkowo trudny i na nasze nieszczęście brutalny. Ravenclow zmienił drużynę. Mają teraz samych mięśniaków. Nie chcę żeby coś ci się stało.
- Elso, na prawdę nic mi nie będzie.
- Zaniedbujesz mnie. - Elsa zwróciła się do niego. - Coraz mniej rozmawiamy. Oddalamy się od siebie.
- Jeśli chcesz już o tym rozmawiać to nie tutaj.
- W takim razie chodźmy na korytarz.
Wyszli a Jack zmienionym lekko rozdrażnionym głosem powiedział.
- Co masz na myśli ?
- No wiesz dużo czasu spędzasz z Rebeccą. Ostatni raz słyszałam twój głos tydzień temu. - Blondynka nie żartowała i mówiła całkiem poważnie.
- Przepraszam cię śnieżynko. Wiesz, że nie miałem czasu.
Ale widząc minę Elsy podszedł bo niej i przytulił ją do siebie bardzo mocno tak żeby mogła słyszeć bicie jego serca.
- Brakuje mi ciebie Jack.
Jack czuł mętlik nie wiedział co zrobić. Przecież miał to co chciał. Elsę. Ale w takim razie kim  była dla niego Rebecca ?

Około godziny 14 wszyscy byli już na stadionie.
Jack i Elsa szli trzymając się za ręce. Chłopak w drugiej trzymał miotłę, a na sobie miał już strój do gry.
- Jack uważaj na siebie proszę.
- Obiecuję śnieżynko.- Pocałował ją w policzek i szybkim krokiem pognał w kierunku szatni.
------------------------
- No i jak tam Rebeccko ?
- O Laura ! Cześć.
- Dolałaś mu tego do wody ?
- Tak wszystko idzie zgodnie z planem. Dzięki. Skąd wzięłaś eliksir miłosny ?
- Nieważne skąd Rebeccko. Ważne, że Jack zabuja się w tobie i będzie po sprawie. A z resztą czego się nie robi dla przyjaciółki ?
- Tak jesteś najlepsza.
- Za ile eliksir zacznie działać w całości ?
- Cóż najprawdopodobniej jutro zapomni o całym uczuciu do Elsy.
- Już nie mogę się doczekać.
--------------------------
Elsa wbiegła na trybuny i w tej samej chwili rozpoczął się mecz. Najpierw wlecieli krukoni, a później ślizgoni. Wsród wychowanków Slazara dziewczyna dostrzegła białą czuprynę. Jack wymiatał.
Przez pewien czas jeszcze szybowali w powietrzu, po chwili rozległ się gwizdek i gra się rozpoczęła.
Kafla przejęli ślizgoni i przez 20 min górowali. Później sytuacja robiła się nieciekawa. Jack zobaczył znicz i po kilku minutach miał już go na celowniku. Miał już go schwytać, gdy jeden z krukonów strącił białowłosego z miotły.
Elsa momentalnie podbiegła do bramki, z przerażeniem na twarzy.
Jack leżał na ziemi, ale po chwili spróbował się trochę podnieść. Sprawiło mi to ból, ale podniósł rękę, a w niej zabłyszczała miała kulka.
 - TAAAK !!! ŚLIZGONI WYGRALI!!! JACK MRÓZ ZDOBYŁ ZNICZ !! - krzyknął komentujący.
Jack uśmiechnął się lekko a w następnej chwili splunął krwią.
Elsa szybko zebrała się i już wbiegła na boisko, gdy w ostatniej chwili spostrzegła, że chorym już ktoś się zajmuje. A mianowicie była to Rebeccka. Elsie łzy zebrały się pod powiekami i dopiero, gdy znalazła się już sama w dormitorium pozwoliła im wypłynąć. Znów to zrobił. Znów przez niego cierpiała. tyle razy zapewniał ją, że Rebecca nic dla niego nie znaczy, a tymczasem było inaczej. Nie może tego już dłużej ciągnąć. Musi zrobić to co powinna już zrobić dawno.
----------------------------
Jack po obejrzeniu i wypiciu wręcz obrzydliwego leku, był już zdrowy i udał się na kolację. Przy stole zobaczył Elsę, ale ta gawędziła z Willem, Damienem i Erickiem, więc podszedł do Rebeccki i zaczął z nią rozmawiać. Kolacja minęła spokojnie, ale blondynka nie mogła już wytrzymać w jednym pomieszczeniu z Jackiem więc wstała i skierowała się do wyjścia. Jack nie zamierzał odpuścić. Myślał, ze jego dziewczyna przyjdzie i zobaczy czy z nim wszystko w porządku, ale nie zrobiła tego i przez to był zdołowany. Zatrzymał ją na korytarzu.
- Hej myślałem, że przyjdziesz !
- Nie będę nigdy więcej do ciebie przychodzić.
- Co ? Elsa co się stało ?
- Spytaj się sam siebie, znasz odpowiedź.
- Nie nie wiem o co ci ...
- Wiesz !! Wiesz doskonale !! Po prostu powiedz, że jestem dla ciebie nikim, a Rebecca jest całym światem.
- Elsa  co ty odwalasz ?
- Ja ??? !!! nic kompletnie!! Po prostu teraz zobaczyłam prawdę.
- Elsa nie mów, że znów jesteś zazdrosna.
- Nie jestem !! Już nie.
- Elsa ty wiesz. Ty wiesz, że ja cię ko....
- Przestań udawać, że mnie kochasz!!
- Masz rację !!  - Wkurzył się nagle, a jego oczy zrobiły się fioletowe ( za sprawą eliksiru )
- Jack to koniec !! Zapomnij o mnie i o tym co między nami było. - Elsa spokojnie powiedziała, ale nie wiedziała tego, że Jack jest pod wpływem eliksiru i że zapamiętuje wszystko co mu się powie. Teraz w głowie miał to, żeby o niej zapomnieć i być z kimś innym. I stało się. Jack przestał cokolwiek czuć do Elsy.
Elsa wpadła do pokoju i zsunęła się po ścianie. Płakała znów tego dnia. I nagle przeszedł ją dreszcz. Swoje myśli skierowała na Jacka i cała złość się uwolniła. Gdyby tylko wiedziała co w tej chwili zrobiła. Mianowicie pozbywając się natrętnych wspomnień uwolniła swoją złość, skierowaną na Jacka i w tym samym momencie jej moc sprawiła, że Jack poczuł dreszcz, który zakuł tak mocno że aż upadł na ziemię., Dziewczyna właśnie wydała na niego wyrok śmierci, bo jej moc zamroziła mu wszystkie uczucia i duszę.
----------------------------------
Minęły 2 miesiące i każdy przyzwyczaił się do tego, że Jack i Rebecca ( niby ) są w sobie zakochani. Elsa wyjeżdżała co jakiś czas do Arendelle, a w czasie jej nieobecności Flynn przesyłał jej notatki przez sowę by Elsa była na bieżąco z pracą. Ale w końcu postanowiła znów wrócić i na następny dzień pojawiła się w szkole. A Jack jak to Jack nie zwracał na nią uwagi.

Wieczorem ku jej zdziwieniu w jej pokoju zastała niespodziankę. Jaką ? Mikusia, Ząbek, Zająca i Piaska.
Wytłumaczyli jej swoją obecność. ( Elsa ma stać się strażniczką po zakończeniu Hogwartu )
- Elso, my jesteśmy tutaj w sprawie Jacka.
- To idźcie do niego nie do mnie.
- Właśnie nie możemy.
Strażnicy wytłumaczyli Elsie dlaczego Jack tak nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Elsa zamroziła Jackowi serce, uczucia i duszę i z tego powodu Jackowi zostało jeszcze tylko kilka miesięcy życia.
- Ja wiem jak możemy go odczarować. - Elsa wiedziała co powiedziała.
- Niby w jaki sposób ?
- Pamiętacie ten eliksir, który po jego wypiciu zabijał w ciągu 48 h ?
- Chodzi ci o ten ? - North wyjął fiolkę z fioletowym płynem.
- Tak, daj mi ją na chwilę. Zaufaj mi - Elsa zobaczyła, że North nie bardzo jest przekonany do jej pomysłu.
Podał jej fiolkę,a blondynka zrobiła wtedy rzecz, której nikt się nie spodziewał. Wypiła ją.
- Elso NIEEE !!! - Zając wyrwał jej buteleczkę, ale dziewczyna zdążyła ją już opróżnić.
- No już. Po kłopocie. Ja umrę jutro o północy, a Jack zostanie wyleczony.
Strażnicy nie wiedzieli co zrobić, dopiero jak Elsa ich wywaliła, poczuła, że mimo iż Jack jej nienawidzi musi się z nim pożegnać.
Jutro jest dyskoteka więc wtedy się z nim pożegna. Tak to dobry pomysł.
Na następny dzień była dyskoteka w WS z okazji zakończenia 1 semestru nauki. Elsa wiedziała już co ma zrobić, wszystko przygotowała i obmyśliła. Załatwiła to co było jej potrzebne i mimo iż miała dziś w nocy umrzeć to jakoś ją to nie przerażało. Myśl, że uratuje Jacka była tak ciepła, że nie czuła strachu.
Nadszedł w końcu ten moment, nikt nie wiedział o co chodzi, ale ona weszła opanowana i spokojna. Weszła na scenę i zaśpiewała, hamując przy tym łzy .


Mogę znieść ten deszcz spadający na dach pustego domu, nie interesuje mnie to
Mogę znieść te kilka łez teraz i wtedy i puścić to w niepamięć
Nie boję się płakać
Za każdym razem gdy moje myśli podążały do Ciebie wciąż mnie niepokoją
Są dni
W których wciąż udaję, że jest OK , ale to nie jest to co mnie dręczy

Co boli najbardziej, to to, że byłam tak blisko
Miałam tak dużo do powiedzenia
I patrzyłam jak odchodzisz
Nigdy się nie dowiesz, co mogło być
I nie zobaczysz, że to co chciałam zrobić
To kochać Cię

Ciężko uporać się z bólem, że Cię straciłam , wszędzie gdzie idę
Ale to robię
Ciężko uśmiechać się z przymusu, gdy widzę naszych starych przyjaciół a ja jestem samotna
Wciąż ciężko stawać z łóżka, ubrać się i żyć z tym żalem
Ale wiem że jeśli mogłabym znów to zrobić
Mogłabym zahandlować, wyrzucić wszystkie słowa które zachowałam w sercu i zostały niewypowiedziane

Co boli najbardziej, to to, że byłam tak blisko
Miałam tak dużo do powiedzenia
I patrzyłam jak odchodzisz
Nigdy się nie dowiesz, co mogło być
I nie zobaczysz, że to co chciałam zrobić
To kochać Cię

Za każdym razem gdy moje myśli podążały do Ciebie wciąż mnie niepokoją
Są dni
w których wciąż udaję, że jest OK , ale to nie jest to co mnie dręczy

Co boli najbardziej, to to, że byłam tak blisko
Miałam tak dużo do powiedzenia
I patrzyłam jak odchodzisz
Nigdy się nie dowiesz, co mogło być
I nie zobaczysz, że to co chciałam zrobić
To kochać Cię


PIOSENKA ELSY -  https://www.youtube.com/watch?v=bMJBeinoW1w


Miała łzy w oczach, ale wiedziała teraz, że zrobiła to czego chciała. Zignorowała wszystkie pytające spojrzenia i udała się do dormitorium ( współlokatorki Elsy się wyprowadziły, więc Elsa ma teraz cały pokój dla siebie ) i tam czekała na godzinę 12.
---------------------
Anna analizowała słowa piosenki, którą zaśpiewała Elsa i wtem ją olśniło. Usłyszała w głowie głos, że nic dobrego się nie stało i momentalnie pognała do pokoju siostry, zabierając za sobą resztę swoich przyjaciół, a w tym Jacka. Była godzina 23:58. Zaczęła się dobijać do pokoju Blondwłosej, a gdy ta nie otwierała, wyciągnęła różdżkę i wściekła otworzyła zamek.
Ale jej złość uległa osłabieniu i niewyobrażalnemu bólowi, gdy zobaczyła siostrę leżącą na podłodze, bladą jak ściana i zimną jak lód. Nie ruszała się. Anna natychmiast zrozumiała i klękając obok siostry zaniosła się płaczem. Do pokoju wpadli również nauczyciele, a widząc buteleczkę na stoliku zrozumieli, że Elsa się otruła.
Nagle Jacka coś ukuło. Prosto w serce. Ból był niewyobrażalny, a w jego umyśle zaczęły pojawiać się sceny - pociąg do Hogwartu
- spacery z Elsą
- pierwszy ich taniec, wyznanie miłości i gorący pocałunek
- mecz Qudditcha
- rozmowa zRebeccą i picie drinków ( z eliksirem miłosnym )
- kłótnia jego i Elsy
I oczywiście zewsząd dochodziły go głosy, a jeden z nich wyraźnie krzyczał to : Elsa się zabiła, ona nie żyje, bo zamroziła ci serce i tylko przez śmierć mogła cię odczarować.!!!  Aż nagle ucichły. Zrobił to. Jack pokonał barierę eliksiru miłosnego i wszystkie wspomnienia z Elsą wróciły. Pojął teraz dlaczego Elsa zaśpiewała tą piosenkę no i oczywiście dotarł do niego sens jej słów. Ona chciała się w ten sposób z nim pożegnać. Padł na podłogę a z jego oczu popłynęły łzy. Nie mógł jej stracić. Nie teraz. Nie tak. Jego niezniszczalna miłość do niej znów wróciła dając kolejną falę bólu i rozpaczy. Podszedł do niej i popatrzył na jej twarz, a później na resztę jej ciała. Mimo iż wyglądała jak martwa, wciąż była dla niego najpiękniejszą kobietą na świecie. Bez niej nie miał nic. Bez niej był nikim. Bez niej jego życie nie miało sensu. Jedna pojedyncza kropla spadła na jej dłoń.  Spostrzegł, że jej klatka piersiowa unosi się i opada. ONA ŻYJE !!
Elsę przeniesiono do skrzydła szpitalnego i przez następne kilka dni lekcje były odwołane. Jack siedział przy niej dniami i nocami. Nic nie jadł, nic nie pił, nie spał. Wyglądał okropnie, ale nie obchodziło go to. Chciał z nią być. Nagle z ust Elsy wydobył się dziwny bełkot, a po chwili otworzyła oczy.